Kiedy układam codzienną stylizację, często zaczynam od drobnego dodatku, bo to właśnie biżuteria potrafi nadać charakter zwykłej koszuli albo prostemu swetrowi. Ostatnio coraz częściej zastanawiam się, jaka biżuteria jest teraz w trendzie, ale najbardziej interesuje mnie ta, którą naprawdę da się nosić na co dzień.
Jaka biżuteria jest teraz w trendzie na co dzień?
Najbliżej mi do dodatków, które są zauważalne, ale nie wymagają budowania całej stylizacji od zera. Lubię, gdy jeden mocniejszy element robi robotę, a reszta pozostaje spokojna. Dzięki temu biżuteria nie wygląda jak przypadkowy dodatek, tylko łączy ubrania w jedną całość.
W mojej szafie najlepiej sprawdzają się złote i srebrne łańcuszki, kolczyki o ciekawym kształcie, perły oraz dodatki z kolorowymi oczkami. Nie traktuję trendów jak listy obowiązkowych zakupów. Bardziej podoba mi się wybieranie takich form, które pasują do mojego stylu i nie znudzą się po kilku tygodniach.
Warstwowe naszyjniki z prostym T-shirtem
To chyba najłatwiejszy sposób na ożywienie białego albo czarnego T-shirtu. Łączę cienki łańcuszek przy szyi z drugim, odrobinę dłuższym naszyjnikiem, a czasem dokładam jeszcze małą zawieszkę. Różne długości sprawiają, że dodatki nie zlewają się w jedną plątaninę.
Przy takim zestawie wybieram raczej prostą górę i jeansy z wysokim stanem albo spodnie z szeroką nogawką. T-shirt daje luz, a złoty lub srebrny detal dodaje stylizacji bardziej dopracowanego charakteru. Jeśli lubisz minimalistyczne ubrania, ta kombinacja pozwala przemycić trend bez przesady.
Jest tylko jeden minus: kilka łańcuszków potrafi się skręcać i zaczepiać o siebie. Dlatego nie przesadzam z liczbą warstw, szczególnie gdy wiem, że czeka mnie cały dzień w biegu.
Perły w mniej oczywistym wydaniu
Perły kojarzyły mi się kiedyś głównie z eleganckimi stylizacjami, ale teraz zdecydowanie częściej widzę je w luźniejszych zestawach. Najbardziej podoba mi się połączenie krótkiego naszyjnika z pereł z oversize’ową marynarką, topem i jeansami. Kontrast między klasycznym dodatkiem a codziennymi ubraniami daje efekt trochę nonszalancki, a trochę romantyczny.
Przy perłach nie dokładam już dużych, błyszczących kolczyków. Wystarczą małe sztyfty albo proste kółka, żeby całość zachowała lekkość. Taki zestaw pasuje mi zarówno na spotkanie przy kawie, jak i do pracy, jeśli marynarka nie jest bardzo formalna.
Duże kolczyki do gładkich ubrań
Masz wrażenie, że prosta sukienka czasem wygląda zbyt zachowawczo? U mnie wtedy najlepiej działają wyraziste kolczyki. Mogą być geometryczne, lekko skręcone albo mieć formę większych kół, ale resztę dodatków zostawiam już bardzo spokojną.
- Do czarnej sukienki pasują złote kolczyki o rzeźbiarskim kształcie.
- Do białej koszuli lubię srebro, stal i chłodne odcienie kamieni.
- Do dzianin dobrze wyglądają kolczyki o gładkiej, zaokrąglonej formie.
Takie dodatki mocno przyciągają uwagę, więc dobrze czują się przy gładkich materiałach i prostych dekoltach. Przy cienkiej, lejącej tkaninie uważałabym jednak na bardzo ciężkie modele. Wyglądają efektownie, ale po kilku godzinach mogą zwyczajnie męczyć uszy.
Kolorowe kamienie jako akcent stylizacji
Kolorowa biżuteria świetnie sprawdza się wtedy, gdy ubrania są utrzymane w jednej tonacji. Do kremowego swetra lub granatowej koszuli lubię wyobrażać sobie dodatki z zielonym, niebieskim albo bordowym oczkiem. Nie muszą być idealnie dopasowane do koloru ubrania — wystarczy, że nawiązują do niego temperaturą albo delikatnym kontrastem.
Przy takim akcencie ograniczam liczbę pozostałych ozdób. Kolorowy pierścionek może grać pierwsze skrzypce, a obok niego zostawiam tylko cienką bransoletkę albo małe kolczyki. Dzięki temu stylizacja nie robi się przypadkowo wielobarwna.
To rozwiązanie szczególnie lubię przy ubraniach z wyprzedaży, które mają prosty fason i spokojny kolor. Jeden ciekawy dodatek potrafi zmienić ich charakter, bez kupowania kolejnej efektownej bluzki czy sukienki.
Bransoletki i pierścionki w codziennym miksie
Jeśli chodzi o ręce, najczęściej łączę delikatniejszą bransoletkę z jednym większym pierścionkiem. Czasem dodaję drugi, ale pilnuję, żeby nie każdy palec był ozdobiony. Taki miks pasuje do koszuli z podwiniętymi rękawami, prostego kardiganu i dzianinowej sukienki.
Najbardziej przekonuje mnie mieszanie faktur: gładki metal obok plecionego łańcuszka albo matowego kamienia. Nie muszę wtedy dopasowywać wszystkich elementów co do odcienia. Złoto i srebro też mogą wyglądać spójnie, jeśli powtarza się podobna forma, na przykład dwa proste, cienkie pierścionki.
Z zegarkiem zachowuję trochę umiaru, bo zbyt wiele elementów na nadgarstku szybko zaczyna mi przeszkadzać. Biżuteria ma uzupełniać stylizację, a nie utrudniać normalne funkcjonowanie, pisanie czy noszenie torby.
Jedna baza, kilka różnych efektów
Najbardziej praktyczne wydaje mi się traktowanie biżuterii jak sposobu na zmianę charakteru tych samych ubrań. Biała koszula z małymi kolczykami i cienkim łańcuszkiem wygląda spokojnie, ale po zamianie ich na duże koła i szeroką bransoletkę robi się bardziej wyrazista. Z kolei jeansy i T-shirt mogą pójść w stronę paryskiego luzu z perłami albo bardziej nowoczesnego minimalizmu z geometrycznymi, srebrnymi dodatkami.
Nie każda modna biżuteria musi być mocnym elementem. Czasem wystarczy jedna zawieszka, kolorowy pierścionek albo ciekawy kształt kolczyków, żeby codzienny zestaw przestał wyglądać zwyczajnie. Właśnie dlatego, gdy myślę o tym, jaka biżuteria jest teraz w trendzie, patrzę nie tylko na efekt na zdjęciu, ale też na wygodę, trwałość i to, czy dany dodatek pasuje do rzeczy, które już mam.